żaden ze mnie fotograf...
a z niej modelka...
znaczy modelka cudna tylko że prywatnie kosmetolog (:
fajna, ładna i miła dziewczyna.. i świetnie pracuje...
dla mnie nowe doświadczenie w mojej pasji ...
o to kilka moich ulubionych ujęć...
i jak ?
dla mnie super... jak na pierwszy raz...
wtorek, 18 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
polecam
znów konkursowo...
moze sie tym razem uda...
http://tosinkowo.blogspot.com/
a przy okazji 5 dzieci... podziwiam... i juz nie narzekam (;
i jeszczee dorzucę Candy
http://fashonika.blogspot.com/2013/06/chorobowy-hand-made-czesc-ii-domino.html
mniam...
moze sie tym razem uda...
http://tosinkowo.blogspot.com/
a przy okazji 5 dzieci... podziwiam... i juz nie narzekam (;
i jeszczee dorzucę Candy
http://fashonika.blogspot.com/2013/06/chorobowy-hand-made-czesc-ii-domino.html
mniam...
potęga baniek
jeszcze raz wracam do tematu baniek mydlanych..
okazało się ze wielu rodziców nie docenia ich..
i nie chodzi o zajęcie uwagi dzieci , bo sobie pobiegały za nimi (:
to też...
ale ...
dawajcie dmuchać bańki dzieciom...
wpierw razem z 2 latkiem , trzymamy płyn (:
później niech dziecko samo dmucha jak najczęściej !!!
czemu żeby wyrabiać sobie aparat mowy ..
dmuchanie baniek jest świetnym ćwiczeniem stosowanym przez logopedów...
znam dzieci które dmuchają w dół , na brodę, lub przez nos...
i nie ma ze wyrośnie... ,
bawmy się w dmuchanie a tym samym dziecko będzie wyraźniej mówić
również zabawa w dmuchanie na bańki by nie spadły jest świetna ... (:
to do dzieła...
okazało się ze wielu rodziców nie docenia ich..
i nie chodzi o zajęcie uwagi dzieci , bo sobie pobiegały za nimi (:
to też...
ale ...
dawajcie dmuchać bańki dzieciom...
wpierw razem z 2 latkiem , trzymamy płyn (:
później niech dziecko samo dmucha jak najczęściej !!!
czemu żeby wyrabiać sobie aparat mowy ..
dmuchanie baniek jest świetnym ćwiczeniem stosowanym przez logopedów...
znam dzieci które dmuchają w dół , na brodę, lub przez nos...
i nie ma ze wyrośnie... ,
bawmy się w dmuchanie a tym samym dziecko będzie wyraźniej mówić
również zabawa w dmuchanie na bańki by nie spadły jest świetna ... (:
to do dzieła...
Teatr Marzeń- czyli kolejna matka 'wariatka": świeci chleba nie pieką...
Teatr Marzeń- czyli kolejna matka 'wariatka": świeci chleba nie pieką...: czy jakoś tak... ja to raczej nie kościelna raczej ... ale taki ksiądz mógłby do mnie przemówić, nawrócić... na pewno trafia do młodych.....
niedziela, 16 czerwca 2013
świeci chleba nie pieką...
czy jakoś tak...
ja to raczej nie kościelna raczej ...
ale taki ksiądz mógłby do mnie przemówić, nawrócić...
na pewno trafia do młodych...
kochają go...
i dobrze , może uratuje pare duszyczek...
Starsza niestety wymiękła , już powoli klaruje się jej charakter, raczej, domatorski, nie lubi głośnych imprez, dużych zbiegowisk... niestety też nie lubi tańczyć...
Młodsza jeszcze uwielbia zamieszanie, muzykę, rozrywkę...
ciekawe co dalej...
ja to raczej nie kościelna raczej ...
ale taki ksiądz mógłby do mnie przemówić, nawrócić...
na pewno trafia do młodych...
kochają go...
i dobrze , może uratuje pare duszyczek...
Starsza niestety wymiękła , już powoli klaruje się jej charakter, raczej, domatorski, nie lubi głośnych imprez, dużych zbiegowisk... niestety też nie lubi tańczyć...
Młodsza jeszcze uwielbia zamieszanie, muzykę, rozrywkę...
ciekawe co dalej...
sobota, 15 czerwca 2013
powrót ojca...
ciąg dalszy złej aury , fatum i czarnej serii ...
Małżon po tygodniu delegacji wraca...
hura...
cieszmy się bo ciężar rozłożymy na dwoje...
a nie...
skąd...
Małżon wraca ze skręconą nogą w kostce...
wiec mam jeszcze i koło niego latać...
zlitujcie się nade mną i moimi grzechami bo pokuta jest ...
już będę grzeczna odpuście mi tam na górze proszę...
podpisano
matka już dawno wariatka (;
Małżon po tygodniu delegacji wraca...
hura...
cieszmy się bo ciężar rozłożymy na dwoje...
a nie...
skąd...
Małżon wraca ze skręconą nogą w kostce...
wiec mam jeszcze i koło niego latać...
zlitujcie się nade mną i moimi grzechami bo pokuta jest ...
już będę grzeczna odpuście mi tam na górze proszę...
podpisano
matka już dawno wariatka (;
czwartek, 13 czerwca 2013
słonecznie i bezwietrznie...
upalny dzień z Dziubątkami
jedno zapalenie płuc
drugie ząbkuje okrutnie...
ale są chwile gdy jest miło..
chwile...
bańki wymysł doskonały, ponadczasowy, zawsze genialny...
proste rzeczy cieszą najlepiej...
jedno zapalenie płuc
drugie ząbkuje okrutnie...
ale są chwile gdy jest miło..
chwile...
bańki wymysł doskonały, ponadczasowy, zawsze genialny...
proste rzeczy cieszą najlepiej...
środa, 12 czerwca 2013
włosy... jak u Roszpunki ....
nic wielkiego, niby normalne... włosy są , długie czy krótkie ale są...
albo będą...
Starsza urodziła sie łysa, to nic urośnie...
minął rok dalej meszek...
będzie później, sypną się mawiały babcie...
nawet to wygodne, nie trzeba dziecka czesać, mycie trwa z suszeniem pół minuty , nie ma problemu z gumkami i spinkami ściąganymi przez maluchy ...
ale my mamy prawie 4 lata...
teoria podcinania się nie sprawdziła...
coś tam nam rośnie nawet już loki się zakręcają od co...
ale Roszpunką ( ulubiona postać bajkowa ) - to ona nie jest...
w przedszkolu dziewczynki mają gumki, spinki ,opaski , cuda i wianki...
my nie...
trochę szkoda małej...
pyta kiedy urosną mi włoski..
dermatolog powiedział że do 7 roku życia ... cierpliwości...
taaaa... mów tak do prawie 4 latki ... ha ...
niby nic a jak wiele... (:
albo będą...
Starsza urodziła sie łysa, to nic urośnie...
minął rok dalej meszek...
będzie później, sypną się mawiały babcie...
nawet to wygodne, nie trzeba dziecka czesać, mycie trwa z suszeniem pół minuty , nie ma problemu z gumkami i spinkami ściąganymi przez maluchy ...
ale my mamy prawie 4 lata...
teoria podcinania się nie sprawdziła...
coś tam nam rośnie nawet już loki się zakręcają od co...
ale Roszpunką ( ulubiona postać bajkowa ) - to ona nie jest...
w przedszkolu dziewczynki mają gumki, spinki ,opaski , cuda i wianki...
my nie...
trochę szkoda małej...
pyta kiedy urosną mi włoski..
dermatolog powiedział że do 7 roku życia ... cierpliwości...
taaaa... mów tak do prawie 4 latki ... ha ...
niby nic a jak wiele... (:
wtorek, 11 czerwca 2013
coś by niezwariować...
Dziubątka chore... chyba oba... duże na pewno , uziemione w domu, małe może zęby może alergia ... okaże się...
mama u kresu normalności... bo jak zawsze z planów zostały wióry i kurz ...
dobrze że w sobotę kosztem moich biednych rodziców zwanych dziadkami wyrwałam się na małego streeta - foto
street-art'em to nie nazwę ale się uczę pilnie..
i dalej szukam sponsora na Canona (:
nic wyjątkowego spacer po centrum, a jak wiele dla matki która na co dzień porusza się po okolicy podmiejskiej i czasem nie mija żywej duszy dniami całymi...
mama u kresu normalności... bo jak zawsze z planów zostały wióry i kurz ...
dobrze że w sobotę kosztem moich biednych rodziców zwanych dziadkami wyrwałam się na małego streeta - foto
street-art'em to nie nazwę ale się uczę pilnie..
i dalej szukam sponsora na Canona (:
nic wyjątkowego spacer po centrum, a jak wiele dla matki która na co dzień porusza się po okolicy podmiejskiej i czasem nie mija żywej duszy dniami całymi...
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Szpitalnie...
Dziś Gwiazda była w Instytucie Matki i Dziecka na badaniach...
istne tortury..
ranek, dziecko głodne , ba tak ma być, jak dotarło do badania po 2 rejestracjach i zmęczone...
wyobraźcie sobie kruszynę 10m na stole do rentgena z unieruchomionymi nóżkami prze ciężkie dziadostwo coś jak worki z piachem, to samo raczka, druga wygięta nad głowę i mająca pić kontrast ze strzykawki... ma się nie ruszać ...
matka robiła co mogła by to było do przeżycia, śpiewała, głaskała, wmawiała ze to tylko chwilka jeszcze...
dziecko płakało darło sie i wyrywało...
udało się, choć utopiła sie w kontraście , uszy, oczy, wszystko...
udało sie , mamy wyniki...
są super, choć to nic nie wyjaśnia to już nikt nam nie wciśnie lekarstw na refluks...
dla zasady...
po wszystkim badanie zwykłe, pediatryczne i na zakończenie pobranie krwi... i można jechać do domu, spać... wymęczone dziecko padło zanim wyjechałam z parkingu ...
ale my jesteśmy zdrowe...a dzieci z onkologii , a dzieci z chirurgii ...
my byłyśmy tam na chwile , przez przypadek...
bądźcie silne... matki dzieci chorych mniej lub bardziej...
ja uczę sie pokory po takich doświadczeniach, pokory do tego co mam,
bo mam taaak wiele...
istne tortury..
ranek, dziecko głodne , ba tak ma być, jak dotarło do badania po 2 rejestracjach i zmęczone...
wyobraźcie sobie kruszynę 10m na stole do rentgena z unieruchomionymi nóżkami prze ciężkie dziadostwo coś jak worki z piachem, to samo raczka, druga wygięta nad głowę i mająca pić kontrast ze strzykawki... ma się nie ruszać ...
matka robiła co mogła by to było do przeżycia, śpiewała, głaskała, wmawiała ze to tylko chwilka jeszcze...
dziecko płakało darło sie i wyrywało...
udało się, choć utopiła sie w kontraście , uszy, oczy, wszystko...
udało sie , mamy wyniki...
są super, choć to nic nie wyjaśnia to już nikt nam nie wciśnie lekarstw na refluks...
dla zasady...
po wszystkim badanie zwykłe, pediatryczne i na zakończenie pobranie krwi... i można jechać do domu, spać... wymęczone dziecko padło zanim wyjechałam z parkingu ...
ale my jesteśmy zdrowe...a dzieci z onkologii , a dzieci z chirurgii ...
my byłyśmy tam na chwile , przez przypadek...
bądźcie silne... matki dzieci chorych mniej lub bardziej...
ja uczę sie pokory po takich doświadczeniach, pokory do tego co mam,
bo mam taaak wiele...
niedziela, 9 czerwca 2013
konkursy...
Nie moje bo ja sponsorów nie mam .
i nie miałyby sensu bo początkuje w necie...
ale cudze... miły prezent... wiec do dzieła...
http://madziazwaw1.blogspot.com/2013/06/konkurs-wygraj-fotoksiazke-ze-swoim.html
i nie miałyby sensu bo początkuje w necie...
ale cudze... miły prezent... wiec do dzieła...
http://madziazwaw1.blogspot.com/2013/06/konkurs-wygraj-fotoksiazke-ze-swoim.html
sobota, 8 czerwca 2013
: lustereczko powiedz przecie kto jest najpiękniejszy w świecie...
Księżniczka... ale daje czadu... , ząbkowanie to strasznie niemiłe doznanie..., ze starszą nie zauważyłam a teraz mam to podwójnie... noce i dnie , jęczenie... rozdrażnienie...
wróciłyśmy od dziadków , których umęczyły Dziubątka na ostro, kiedy matka ich streetowała (:
mąż wrócił ze szpitala a tu jęczące dwa Dziubątka i żona zmęczona i czepialska się zjawiła...
ale kiedyś będzie jeszcze pięknie... i normalnie...
wróciłyśmy od dziadków , których umęczyły Dziubątka na ostro, kiedy matka ich streetowała (:
mąż wrócił ze szpitala a tu jęczące dwa Dziubątka i żona zmęczona i czepialska się zjawiła...
ale kiedyś będzie jeszcze pięknie... i normalnie...
czwartek, 6 czerwca 2013
Ciężka noc...
połączenie ząbkowania z podaniem szczepionki zaowocowało koszmarem nocnym... Dziubątko budziło się co pół godziny, kręciło, krzyczało przez sen, a o 3 bawiło słoniem... Matka ledwie patrzy na oczy ... a młoda śpi...
do niedzieli jedziemy do Dziadków... żeby matka mogła się ogarnąć, iść do fryzjera i na zakupy...
rozkosznie pozdrawiamy....
do niedzieli jedziemy do Dziadków... żeby matka mogła się ogarnąć, iść do fryzjera i na zakupy...
rozkosznie pozdrawiamy....
środa, 5 czerwca 2013
Wyprawa na Smoki...
W sobotę ( 1.06), wyruszyliśmy na Smoki , czyli GO TO KRAKOW ...
Droga + 360km - 2 małych dzieci
jedno nie lubi spać w samochodzie drugie by tylko bajki oglądało
i mama która ma chorobę lokomocyjną.... ach i tata z bólem gardła... ale jedziemy bo obiecaliśmy ...
udało sie przebyć drogę z jednym postojem... na OKROPNYM, PASKUDNYM Lotosie pod Chęcinami - omijajcie to miejsce szerokim łukiem.... bar w którym nie wiedzą co to puree... , toaleta tylko na tyłach stacji benzynowej, bez przewijaka oczywiście, bez papierowych ręczników i mydła... i Pan musiał się upewnić czy jesteśmy klientami tego przybytku bo inaczej płatne 2 zł...
Już chciałam przykładem Kasi Cichopek przewijać na stole ale mój mąż mnie powstrzymał...
dojechaliśmy przed 14 a tu leje... a festyn na d Wisłą...
a do tego Hotel okazał sie Hostelem... choć to okazało sie dodatkową atrakcją bo mieliśmy piętrowe łóżko , Starsze Dziubątko było zachwycone... a dól był małżeński, wiec spoko...
przebraliśmy się przeciwdeszczowe wdzianka, oczywiście rodzice nie wizieli odpowiednich rzeczy dla siebie...
i ruszyliśmy na podbój Krakowa, a konkretnie baru mlecznego na rynku (: _ polecam tanio smacznie i zdrowo..
bo moje Dziubątka jadają tylko polskie jedzonko, nie lubią i nie znają hamburgerów , pizzy czy spaghetti...
na pocieszenie odwiedziliśmy fabryką słodyczy ,miał być pokaz robienia lizaków... bo to Dzień Dziecka przecież, ale dopchać się nie było jak sami dorośli ...
dołączyliśmy do ekipy 3 + 4maluchy
zaliczyliśmy festyn i konkurs Jogobelli , bardzo fajnie pomyślane, a ponieważ lał deszcz to ludzi było mało sie udało wszędzie dopchać... choć z atrakcji wszystkich nie udało sie skorzystać...
schroniliśmy się u Rodzinki , by przetrwac do 22 do pokazu smoków nad Wisłą...
i tu zaczęło być jeszcze ekstremalnie bo dzieciaki padały jak muchy, zmęczone, marudzące 6sztuk na powierzchni małego M1 ( zwanego szumnie apartamentem ) to już było ciekawie do tego mój mąż dostał + 39 stopni i poszedł wziąć leki a ja zostałam, a raczej utknęłam...
pokaz nad Wisłą wart obejrzenia ale nie w strugach deszczu i jęczącymi, śpiącymi Dziubątkami i mężem z gorączką... byliśmy tam 10 minut
Noc była upojna... mąż 39+ , młoda przyłożyła mi ze 3 razy z piąchy, starsza pojękiwała z góry...
Urok Hostelu ( choć bardzo miłego) to obijanie sie na korytarzu w drodze do WC o gołych facetów.. , i jedzenie przy wspólnym stole śniadania ( to fajne, takie Włoskie )
Niedziela przywitała nas bez deszczu... ufff
ale za to ja dostałam migreny mega...
poszliśmy na rynek na Kazimierzu, uwielbiam bazary...
po połknięciu paru prochów i umieszczeniu dzieci w fajnej knajpce z animatorem i kącikiem zabaw,
ruszyłam poszperać...
czyli mydło i powidło...
jednak perspektywa męża chorego z dziećmi szybko mnie wypłoszyła z bazaru...
kupiłam tylko 2 bluzeczki dla Dzubątek... jak zawsze dla Dziubątek...(:
o 12 chcieliśmy jeszcze zahaczyć paradę smoków ...
i droga powrotna...
polecam naleśniki z malinami w Echa Leśne w Łącznej
7zl ale palce lizać... i mają przewijak i krzesełko do karmienia i śliniak ... wielki plus( choć ceny raczej średnie (: )
Dom przywitaliśmy o 21 ...
za rok bez dzieci... a za dwa już z nimi ... bo lepiej z większymi na takie atrakcje nocne, bo matka wariatka chce w końcu porobić spokojnie zdjęcia (: i trochę odpocząć a Kraków jest super do tego miejscem...
Droga + 360km - 2 małych dzieci
jedno nie lubi spać w samochodzie drugie by tylko bajki oglądało
i mama która ma chorobę lokomocyjną.... ach i tata z bólem gardła... ale jedziemy bo obiecaliśmy ...
udało sie przebyć drogę z jednym postojem... na OKROPNYM, PASKUDNYM Lotosie pod Chęcinami - omijajcie to miejsce szerokim łukiem.... bar w którym nie wiedzą co to puree... , toaleta tylko na tyłach stacji benzynowej, bez przewijaka oczywiście, bez papierowych ręczników i mydła... i Pan musiał się upewnić czy jesteśmy klientami tego przybytku bo inaczej płatne 2 zł...
Już chciałam przykładem Kasi Cichopek przewijać na stole ale mój mąż mnie powstrzymał...
dojechaliśmy przed 14 a tu leje... a festyn na d Wisłą...
a do tego Hotel okazał sie Hostelem... choć to okazało sie dodatkową atrakcją bo mieliśmy piętrowe łóżko , Starsze Dziubątko było zachwycone... a dól był małżeński, wiec spoko...
przebraliśmy się przeciwdeszczowe wdzianka, oczywiście rodzice nie wizieli odpowiednich rzeczy dla siebie...
i ruszyliśmy na podbój Krakowa, a konkretnie baru mlecznego na rynku (: _ polecam tanio smacznie i zdrowo..
bo moje Dziubątka jadają tylko polskie jedzonko, nie lubią i nie znają hamburgerów , pizzy czy spaghetti...
na pocieszenie odwiedziliśmy fabryką słodyczy ,miał być pokaz robienia lizaków... bo to Dzień Dziecka przecież, ale dopchać się nie było jak sami dorośli ...
dołączyliśmy do ekipy 3 + 4maluchy
zaliczyliśmy festyn i konkurs Jogobelli , bardzo fajnie pomyślane, a ponieważ lał deszcz to ludzi było mało sie udało wszędzie dopchać... choć z atrakcji wszystkich nie udało sie skorzystać...
schroniliśmy się u Rodzinki , by przetrwac do 22 do pokazu smoków nad Wisłą...
i tu zaczęło być jeszcze ekstremalnie bo dzieciaki padały jak muchy, zmęczone, marudzące 6sztuk na powierzchni małego M1 ( zwanego szumnie apartamentem ) to już było ciekawie do tego mój mąż dostał + 39 stopni i poszedł wziąć leki a ja zostałam, a raczej utknęłam...
pokaz nad Wisłą wart obejrzenia ale nie w strugach deszczu i jęczącymi, śpiącymi Dziubątkami i mężem z gorączką... byliśmy tam 10 minut
Noc była upojna... mąż 39+ , młoda przyłożyła mi ze 3 razy z piąchy, starsza pojękiwała z góry...
Urok Hostelu ( choć bardzo miłego) to obijanie sie na korytarzu w drodze do WC o gołych facetów.. , i jedzenie przy wspólnym stole śniadania ( to fajne, takie Włoskie )
Niedziela przywitała nas bez deszczu... ufff
ale za to ja dostałam migreny mega...
poszliśmy na rynek na Kazimierzu, uwielbiam bazary...
po połknięciu paru prochów i umieszczeniu dzieci w fajnej knajpce z animatorem i kącikiem zabaw,
ruszyłam poszperać...
czyli mydło i powidło...
jednak perspektywa męża chorego z dziećmi szybko mnie wypłoszyła z bazaru...
kupiłam tylko 2 bluzeczki dla Dzubątek... jak zawsze dla Dziubątek...(:
o 12 chcieliśmy jeszcze zahaczyć paradę smoków ...
i droga powrotna...
polecam naleśniki z malinami w Echa Leśne w Łącznej
7zl ale palce lizać... i mają przewijak i krzesełko do karmienia i śliniak ... wielki plus( choć ceny raczej średnie (: )
Dom przywitaliśmy o 21 ...
za rok bez dzieci... a za dwa już z nimi ... bo lepiej z większymi na takie atrakcje nocne, bo matka wariatka chce w końcu porobić spokojnie zdjęcia (: i trochę odpocząć a Kraków jest super do tego miejscem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)














.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)




















